Witajcie Kochani,
Dziś chciałabym podzielić się z Wami kolejnym doświadczeniem z naszej pracy w Przestrzeni. Tym razem byłyśmy tylko we dwie – ja i Agnieszka.
Wszystko zaczęło się od wcześniejszego wglądu, który wykonywałam razem z Grażynką. W trakcie spotkania Tomasz zadał pytanie: Dlaczego orki atakują jachty w Cieśninie Gibraltarskiej?
Po zakończeniu tego wglądu obie poczułyśmy, że temat nie jest przypadkowy i że kryje się za nim coś znacznie głębszego. Wewnętrznie wiedziałyśmy, że powinnyśmy przyjrzeć się temu bliżej.
Kiedy weszłyśmy w Przestrzeń, ukazały nam się orki. Czułyśmy ich ogromny lęk. Nie była to agresja, jak przedstawiają to media. To był strach o własne życie, o bezpieczeństwo ich rodzin i całego gatunku. Ich przekaz był przejmujący i pełen bólu.
Po tym doświadczeniu otrzymałyśmy coś, co trudno opisać ludzkimi słowami. Można powiedzieć, że ze Źródła przyszła iskra, wezwanie do działania. Wiedziałyśmy, że mamy wykonać określoną pracę.
Udałyśmy się na dno oceanu.
Pamiętam, że tuż przede mną przepłynął nurek. Widziałam go bardzo wyraźnie. On jednak nie widział miejsca, do którego zmierzałyśmy. Było ono jakby tuż obok, niemal na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie całkowicie ukryte przed zwykłym ludzkim wzrokiem.
Otrzymałyśmy od Źródła kulę Światła. Naszym zadaniem było umieścić ją w miejscu ukrytej technologii znajdującej się na dnie oceanu.
Zanim mogłyśmy wejść do środka, pojawiła się istota przypominająca małą złotą rybkę. Poruszała się niezwykle charakterystycznie – wahadłowym ruchem: raz w jedną, raz w drugą stronę. Dopiero później zrozumiałyśmy, że jej zadaniem było wypłoszenie istot ukrywających się w tym miejscu.
Weszłyśmy do środka.
To, co zobaczyłyśmy, było niezwykłe. Okazało się, że obiekt przypominał statek kosmiczny. Z jego wnętrza można było obserwować Ziemię z każdej strony jednocześnie. Było to doświadczenie trudne do opisania słowami.
Kiedy wydawało się, że wszystko zostało oczyszczone, zauważyłam jeszcze jedną ukrytą istotę. Również ona opuściła to miejsce.
Wówczas umieściłyśmy kulę światła dokładnie tam, gdzie miała zostać osadzona. Następnie zamknęłyśmy przestrzeń, symbolicznie „zlepiając” ją niczym brzegi ciasta przy lepieniu pierogów. Towarzyszyła temu intencja, aby miejsce pozostało niewidoczne dla ludzi i dostępne wyłącznie dla Istot działających dla najwyższego dobra.
Kiedy zadanie zostało wykonane, wydarzyło się coś pięknego.
Przypłynęły wieloryby, delfiny i orki.
Ich radość i wdzięczność były nie do opisania. Wyglądało to jak taniec wolności. Czułyśmy, że zostały uwolnione od wpływu technologii, która przez długi czas oddziaływała na nie i ich świadomość. W wizji widziałyśmy coś przypominającego metaliczne struktury lub pancerze energetyczne, poprzez które wywierano na nie wpływ.
Kiedy zakończyłyśmy tę pracę, powiedziałam do Agnieszki:
— Chodźmy jeszcze do Neapolu.
Był to czas, kiedy wiele mówiło się o aktywności wulkanicznej i niepokojących zjawiskach. W Przestrzeni usłyszałyśmy od Mamy Gai, że proces oczyszczania jest konieczny, czyli musiała nastąpić erupcja wulkanu. Jednak po wykonanej przez nas pracy pojawiło się poczucie, że część napięć została uwolniona w inny sposób.
Pamiętam również popękane struktury przypominające płyty tektoniczne, z których wydobywała się energia podobna do ognia. Pracowałyśmy także w tym obszarze.
Nie ukrywam – była to trudna praca.
Czasami żartobliwie nazywamy siebie brygadą od „czarnej roboty”. Nie zajmujemy się przekazywaniem informacji o rozbłyskach słonecznych, rezonansie Schumanna, wzniesieniu czy innych zjawiskach, o których często można usłyszeć. Nasza uwaga skupia się na tym, co odczuwamy jako realną pomoc dla Ziemi, dla oraz dla wielu istot potrzebujących wsparcia.
Byłyśmy również w innych miejscach świata. Między innymi w Iranie, gdzie dostrzegłyśmy ślady pradawnej wiedzy ukrytej w tych kobietach. Ale o tym opowiem innym razem.
Dzielę się tymi historiami nie po to, by kogokolwiek przekonywać, lecz by pokazać, że rzeczywistość może być znacznie bardziej złożona, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Powoli będę odsłaniać przed Wami kolejne doświadczenia, aby pokazać, jak wiele pracy jest jeszcze do wykonania i jak bardzo potrzebne są otwarte serca i Wasza gotowość do pomocy..
Być może właśnie Ty, czytając te słowa, poczujesz kiedyś wezwanie, aby dołączyć do działań na rzecz naszej planety.
Każde serce ma znaczenie.
Każda dobra intencja ma znaczenie.
Każda wyciągnięta dłoń ma znaczenie.
Niech nasze działania służą Mamie Gai, Kolektywowi i wszystkim istotom zamieszkującym ten świat.
Z wdzięcznością, serdecznością i miłością dla Pana Henryka, który zawsze nas oczyszcza i jest z nami w naszej wyprawie.
I dla Was kochani serdeczności. Zosia
Jeżeli czytając to Twoje Serce się poruszyło zadzwoń do mnie 504382518